Gdańsku, wciąż nie przestajesz mnie zaskakiwać ! :) Odsłona siódma.

G

    Spacery bądź przejażdżki rowerem po Gdańsku staram się robić w miarę często. Czego oczekuje ? Niczego, prócz tego, że będę szczęśliwy. A jestem w każdym momencie, przed wyjściem, gdy stukam w klawiaturę oraz kiedy odkrywam nowe ciekawe dla mnie miejsca w Gdańsku i nie tylko. Nim wyjdę obieram konkretne miejsce za cel. I nie jest tak, że za wszelką cenę muszę tam dojść i koniec basta (choć mam w sobie dużo samozaparcia). Wyznaczając punkt docelowy i rysując w głowie ramy obszaru, którym będę się poruszał, daje sobie silny bodziec i motywacje. Motywacja jest zawsze, można być zmotywowanym do leżenia i patrzenia w sufit, dlatego trzeba ją odpowiednio ukierunkować. Wyznaczając sobie adekwatną, czyli taką długość trasy, która nie jest ni to za krótka, gdyż wówczas nic bym nic nie poczuł, ani za długa, kiedy bym nie był w stanie nadal trzeźwo myśleć. Innymi słowy, zbyt mało wymagające zadanie nie wypchnie mnie i nie sprowokuje działania, z kolei coś zbyt wielkiego również mnie zniechęci. Zawieszam wiec poprzeczkę na takiej wysokości, że chcę się z nią zmierzyć. Planuje, stawiam sobie cele a to wszystko dotyczy przyszłości, więc jak to się ma w stosunku do tego, o czym pisałem w innych notkach o byciu w tu i teraz ? Uważam, że należy to wszystko łączyć i uwierzcie – można to robić. Gdy siedzę przed mapą planuje, lecz gdy wychodzę, jestem bądź jak najbardziej staram się być w tu i teraz, jak dziecko.

    Ostatnie wyprawy przyzwyczaiły mnie, że mogę Wam każdą w całości opisać gdyż była odpowiednio naszpikowana nowo poznanymi miejscami/krajobrazami. Dzisiaj jest inaczej, tak więc ten wpis jest sumą dwóch różnych wyjść/wyjazdów 😉 

    Jako pierwszą chciałbym opisać wycieczkę rowerem do Złotej Karczmy. Pojechałem Kartuską, Nowymi Ogrodami, 3 Maja, Wielka Aleja i Al. Grunwaldzką do skrzyżowania z ul. Kościuszki i Słowackiego. Wybieram drugą z tych ulic, jadę aż za Rondo De La Salle podziwiając, jak na osi ulicy wyrasta porośnięte lasem wzgórze i już za chwile sam w tym lesie tonę. 

    Skręciłem w lewo wjeżdżając do lasu na ścieżkę prowadzącą w okolice Osiedla „Zielone Wzgórze”. Nie raz wcześniej tędy jeździłem. Kawałek za wyjazdem z lasu można zjechać w dół, w okolice pętli autobusowej (zatrzymują się tutaj linie 116 i 131). Tak kilka razy robiłem, być może wyrobił mi się nawyk, ale z nim zerwałem skręcając za wyjazdem z lasu w lewo i kawałek dalej ponownie w lewo będąc już na ulicy Jerzego Waldorffa. 

    W momencie, gdy zabudowa oraz sama ulica się kończy, koła roweru znalazły się na ścieżce pośród średniej wysokości trawy i różnych krzaczków oraz drzewek. Dalej widoczny jest las po lewej stronie, tak samo po prawej. Warto choć na chwilę się tutaj zatrzymać i spojrzeć jak pięknie wyglądają porośnięte lasem wzgórza i schowane miedzy zielenią u podnóża wzgórz domy. Zachwycający, szeroki krajobraz 😉 Zagłębiłem się między drzewkami i w zupełnej ciszy z tejże górki obserwowałem… A jest co oglądać. Nim napisze jak widzę to miejsce, ważne moim zdaniem jest wspomnienie o tym, że gdy trafiam na takie nowe dla siebie obszary a widoki zadziwiają, początkowo tylko stoję. Zupełnie spokojnie, głęboko oddycham, rozglądam się powoli sunąc wzrokiem w miarę dokładnie ogarniając całość. Zamykam oczy, biorę głęboki oddech i się uśmiecham po czym na nowo patrzę i mówię sobie o tym, co widzę. Po co to wszystko ? Wyrabia to moje bycie w tu i teraz, wdzięczność, iż jestem w wyjątkowym miejscu i buduje szczęście, czyli coś czego nie można złapać ani specjalnie opisać. Z górki w dole widać ulice Potokową, przy której stoją domy mieszkalne, patrząc w lewo w okolicy przystanku PKM Brętowo wznoszą się lesiste wzgórza, choć gdzieniegdzie widać gołe polany. Centralnie ulokowało się blokowisko dzielnicy Piecki-Migowo a nieco w prawo osiedle Nowiec. Jeszcze mocniej obracając głowę obraz zamykają zielone wzgórza i miedzy nimi trochę zabudowy. Gdy tak stałem, napisałem takie słowa – „Stoję na górze nad ulicą Potokową, widzę mknący w powietrzu samolot. Obok, dookoła mnóstwo zieleni.. W dole ulica, domy a dalej kolejne wzgórza. Większość dzikim lasem porośnięta, lecz gdzieniegdzie drzewa, zieleń przez nowe domy zagarnięta. Widzę przystanek PKM Brętowo a dalej dzielnice – Piecki-Migowo. Stoję, gdzie kroków dotąd nie stawiałem, odkrywam mój Gdańsk i nie przestane”. Jestem szczęśliwy 😉 

    Było to pierwsze miejsce, teraz zapraszam do drugiego, dobrze (chyba) każdemu znanego – Sołdka 😉 Specjalnie składam dwa miejsca zupełnie od siebie różne, po to by pewną rzecz opisać. 

    Dużo wspominam o tym, aby próbować szukać nowych widoków i rozwijać się względem miasta i nadal oczywiście tak jest. Uważam jednak, że przesada w każdą stronę jest niedobra. Co za tym idzie, warto łączyć obszary często i gęsto odwiedzane/znane z takimi, gdzie rzadko ktoś zachodzi. Dlatego co najmniej co 5-7 dni pojawiam się w takich miejscach jak Główne Miasto, promenada na odcinku od Brzezna do Jelitkowa czy Park Oliwski. Wiem jak ważne i wyjątkowo porywające są to tereny, że to one przyciągają do Gdańska lwią część turystów. Mimo wszystko częściej jeżdżę lub spaceruje w zupełnie innych miejscach, ostatnio najwyraźniej zbyt bardzo… Zachwiała się równowaga 😉 

    Sołdek to statek przycumowany do nabrzeża wyspy Ołowianki, zwodowany w Gdańskiej stoczni w 1948 roku jako pierwszy w powojennej Polsce. Ile razy przy nim przechodziłem, ile razy go widziałem ? Nie mam pojęcia, ale wiem, że to pokaźna liczba. Jednak nigdy wcześniej nie wszedłem do środka. Postanowiłem to zmienić i w półtorej godziny spojrzałem na jedno z najbardziej znanych Gdańskich miejsc w zupełnie inny sposób. 

    Nie sądziłem, że spędzę pod pokładem i na górze aż tyle czasu, ale wiele pomieszczeń i droga zwiedzania są bardzo ciekawe. Najciekawsze jest zwiedzanie połączone z wspaniałym krajobrazem tak znanym, a mimo wszystko innym niż na co dzień. Schody, mnóstwo stromych wejść/zejść, koła ratunkowe, liny, kotwice, koło sterowe, drabinki i wiele innych typowych dla statków urządzeń/miejsc łączą się z widokiem na Motławę i to co przy niej – Gdański waterfront. Z tej perspektywy zupełnie inaczej spoglądam na nabrzeża, ciekawie jest spojrzeć w stronę Filharmonii, gdzie dookoła zabudowa fajnie zamyka ten „wodny plac”. Z drugiej strony, widząc Długie Nabrzeże, Wyspę Spichrzów oraz nabrzeże Ołowianki z stojącymi obok spichlerzami Narodowego Muzeum Morskiego, zdałem sobie sprawę, w jak pięknym mieście mieszkam. Wiecie, ja to wiem, przekonuje się i wierze również i Was o tym, że Gdańsk jest wyjątkowo uroczy. Tylko… No właśnie, tylko akurat tutaj, w miejscu naprawdę znanym, ale zobaczonym w inny sposób mogłem spojrzeć nieco jak turysta, jak gdybym był w Gdańsku pierwszy raz, poczuć na nowo, zupełnie świeżo. Kurcze, ekstra maja ludzie, którzy zwiedzają Gdańsk po raz pierwszy – pomyślałem 🙂 W burcie, zapewne na liny, są okrągłe otwory, nie mogłem się powstrzymać i umieścić na zdjęciu właśnie w takim otworze Żurawia i reszty zabudowy w stronę Zielonej Bramy. Uważam takie kadry za wartościowe, pokazują bowiem i przypominają, że poprzednia decyzja pociągnęła za sobą znalezienie tak nietypowych miejsc.

Ok, zapraszam zatem do zdjęć 😉



Na przedłużeniu ulicy Waldorffa wjechałem na taki teren, z początku niby nic… 😉



























Spoglądam w prawo i… Zaczyna się ciekawie 😉





























Widoczny przystanek PKM Brętowo obsługiwany jest już przez szynobusy i tramwaje. Obok blokowisko Piecek-Migowa i schody, które już zdobyłem 🙂





















Piękny krajobraz, warto takie miejsca dla siebie odkrywać 🙂





























Na Sołdku 🙂 Świetny sposób innego spojrzenia na znany Gdańsk.



























Z tej perspektywy Żuraw nabiera innego znaczenia 🙂































































I na koniec Długie Nabrzeże w „ramce” 😉
































































    Wpis niesie ze sobą bardzo ważne przesłanie i nie przypadkowo zestawiłem dwa tak różne miejsca. Po pierwsze są to dla mnie nowe miejscówki jak i widoki, czym od dłuższego czasu się już z Wami dziele. Z drugiej strony zwracam uwagę na to, iż ślepe podążanie tylko w jedną stronę (w moim przypadku zbyt mocno skupiłem się na różnych innych dzielnicach i nowych obszarach) skutkuje niepełną ekskursją miasta. Warto czerpać z Gdańska, ale z każdej strony i szukać oraz poznawać cały czas od nowa znane, najbardziej znane miejsca. Wówczas można całościowo poznawać miasto będąc mega szczęśliwą osobą – jak ja ! 🙂 Odkrywajcie, pokazujcie innym i cieszcie się tym ! Pozdrawiam, Cześć ! 🙂

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Dodaj komentarz

O Mnie

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Najnowsze wpisy

Archiwa