Wykład prof. A. Januszajtisa – „Budowle portowe”

W
Cześć Przyjaciele!

W ostatnią środę w Ratuszu Staromiejskim około 80 osób wysłuchało prof. Andrzeja Januszajtisa. Wykład pt. „Budowle portowe” był kolejnym w tym roku z cyklu „Gdańskie klejnoty dziedzictwa”.

Pan Januszajtis na początku zarysował rozwój Gdańskiego portu, po czym przeszedł do omawiania nabrzeży, dźwigów i świateł nawigacyjnych. W wielu przypadkach pokazując, że Gdańsk również na tym polu nie ma sobie równych.

Mnóstwo wspaniałej wiedzy, masa ciekawostek i faktów, które postanowiłem Wam przekazać.

Zapraszam do lektury.

Pierwszy port?

Profesor zaczął wykład od zarysowania historii portu i wplótł w to opowieść o torze wodnym, który jest jedną ze składowych potrzebnych do jego funkcjonowania. Na pierwszym slajdzie zobaczyliśmy gród, przy którym widać nabrzeże – jednak czy to był pierwszy port? Raczej nie. Otóż badania dendrochronologiczne pokazują, iż gród sięga XI wieku, a jak wiemy, pierwsza wzmianka o Gdańsku pochodzi z wieku X, gdzie musiały być nabrzeża – mówił Pan Januszajtis. Nabrzeża obejmowały dalsze fragmenty nad Motławą a port wciąż się rozrastał. Mamy umowę z 1425 roku między niejakim Hildebrandtem (proszę mnie poprawić jeśli przeinaczyłem nazwisko) a miastem, dotyczącą pogłębiania Motławy.

Jeden z klejnotów dziedzictwa

Kolejnym ważnym krokiem w rozwoju portu było przekopanie Nowego Toru Wodnego. Na widoku wykonanym w 1673 roku przez Jerzego Strakowskiego widać Twierdze Wisłoujście i zaraz obok brzeg morza. Wisła zamulała morze i z tego względu postanowiono utorować inną drogę dla statków. Wybrano tzw. „głębie zachodnią” i w latach 1674-1675 przekopano Nowy Tor Wodny. Kanał o długości 800 metrów istnieje do dzisiaj, oczywiście był w tym czasie pogłębiany i poszerzany, jednak jak mówi Profesor – to niezwykłe osiągnięcie i jeden z naszych klejnotów dziedzictwa. Prelegent zwrócił uwagę na fakt, iż Wisła płynie do Twierdzy Wisłoujście, dalej mamy już kanał portowy, zatem nie jest to dawne ujście Wisły.

Niepoprawne nazewnictwo

Wróciliśmy do Historycznego Śródmieścia, do starego portu nad Motławą. W najlepszych czasach przez Gdańsk przechodziło 80 % Polskiego eksportu. Patrząc na zdjęcie widoku nad Motławą, profesor mówił o tym, jak wspaniale po wojnie odbudowano ów „waterfront”, dodając, iż szkoda, że nabrzeże jest tak proste, ponieważ przed wojną w pobliżu Bramy Chlebnickiej było wgłębienie na mały statek. Zaznaczył również, już nie pierwszy raz na swoich wykładach (i dobrze!), że to nie jest „pobrzeże”, tylko Długie Nabrzeże! W końcu pobrzeżem można nazwać krainę leżącą nad wodą, a tutaj mamy NABRZEŻE.

Składowe portu – NABRZEŻA

Skoro jesteśmy już przy nabrzeżach, przechodzimy do omówienia portowych nabrzeży właśnie. Pierwsze były drewniane, co widzieliśmy przy grodzie z XI wieku oraz ujściu Potoku Siedleckiego. Również przy Żurawiu takowe było, jednak nie pokuszono się o odbudowę z użyciem drewna. Szkoda, ponieważ np w Kopenhadze można takie zobaczyć i wygląda o niebo lepiej.

Później były nabrzeża z metalowych pali oraz widoczne jeszcze do dzisiaj „Płyty Moniera”, gdzie przestrzeń między dwuteownikami wypełniano cegłami lub betonem. Jeszcze do niedawna takie ceglane wypełnienie można było oglądać na nabrzeżu Ołowianki lecz po remoncie mamy już betonowe z okładziną imitującą cegły. Jednakże jeśli ktoś chciałby zobaczyć tego typu nabrzeże, niech uda się nad Kanał Raduni, gdzie ceglane wypełnienie widać przy ul. Na Piaskach, zaś betonowe z mostku na styku ulic Łagiewniki i Stolarskiej.

Składowe portu – falochrony

Następną składową funkcjonowania portu, o której usłyszeliśmy na wykładzie, były falochrony. Profesor wspomniał o falochronie wschodnim (ten zakończony czerwoną latarnią na Westerplatte) oraz „falochronie” a raczej grobli między Wisłą Śmiałą a Jeziorem „Ptasi Raj”. Grobla nie tak dawno przeszła remont i od tamtej pory została zamknięta dla spacerowiczów.

Składowe portu – urządzenia przeładunkowe

Przeszedł czas na urządzenia przeładunkowe. Prelegent zaczął od naszej dumy, wielkiego Żurawia z pierwszej połowy XV wieku. Był to największy taki dźwig wybudowany w średniowieczu, służył do stawiania masztów i przeładunku towarów. Ten niezwykły budynek to połączenie bramy warownej, gdzie między dwie masywne, ceglane baszty, wpasowano drewnianą konstrukcję żurawia. W środku są aż dwa urządzenia przeładunkowe – górny dźwig mógł unieść 2 tony na 27 metrów, zaś oba połączone 4 tony na 11 metrów.

Pan Januszajtis ubolewał, i słusznie, że nie urządza się pokazów pracy Żurawia oraz zastanawiał, dlaczego nie można powiesić liny z hakiem.

Nasz wspaniały Żuraw nie był jedyny w dawnym Gdańsku! Na Moście Stągiewnym stał tzw. „mały żuraw”, który przeładowywał przedmioty z żelaza (obok stała waga żelaza). Podobnej konstrukcji „Żuraw Tylny” stał przy Bastionie Jednorożec, również przy stoczni na Brabanku był żuraw, takiego nie mogło też zabraknąć na Lastadii.

Przenosząc się kilka stuleci w stronę naszych czasów, zatrzymaliśmy się w XIX wieku. Do dzisiaj możemy oglądać na Szafarni dwa małe żurawie. Jednak dwóch najciekawszych dźwigów z tamtego okresu już w Gdańsku nie ma. Mowa o „Długim Henryku”, który obecnie stoi w Rostocku (nie ukrywam, że motywuje mnie ten fakt do odwiedzenia tego miasta) oraz żurawiu o wdzięcznej nazwie „Dziadek”. Wysoki na 70 metrów żuraw młotowy zginął i nie wiadomo co się z nim stało.

Żuraw „Długi Henryk”
Składowe portu – spichlerze

Port to również magazyny na przeróżne towary, czyli spichlerze. M.in. tak nazywała się dzielnica Gdańska, gdzie do 1809 roku zbudowano aż 359 spichlerzy! Nie było drugiego takiego miasta. W XIX wieku ta liczba malała ze względu na fakt, iż budowano na ich miejscu kamienice mieszkalne, siedziby firm oraz urzędy.

Wojnę przetrwało zaledwie kilka spichlerzy, w tym spichlerz „Wisłoujście”, dzisiaj „Błękitny Baranek”. Odbudowano spichrze „Panna”, „Miedź” i „Oliwski” na Ołowiance, kilka miedzy mostami Zielonym i Krowim.

Profesor wspomniał o czterech spichlerzach stojących w południowej części Wyspy Spichrzów – „Pod Koroną”, „Toruń”, „Elbląg” i „Gdańsk”, i dodał, że od 10 lat wiszą tabliczki z nazwami, ale w odwrotnej kolejności! A warto zajrzeć nad Motławę i zobaczyć kartusz z Polskim napisem z 1772 roku „Pod Koroną”.

Przy okazji opowieści o spichlerzach, zobaczyliśmy również fotografię ul. Chmielnej, gdzie widać obrotnice. Niestety w czasie remontu nie wkomponowano ich w nową nawierzchnie. Szkoda takich „smaczków”, o które trzeba dbać. Trwałość jest największą wartością, warto o tym pamiętać.

Składowe portu – światła nawigacyjne

Ostatnią częścią wykładu o budowlach portowych były światła nawigacyjne. Pierwszą Gdańską (i zarazem Polską) latarnią była zbudowana w 1482 roku wieża w Twierdzy Wisłoujście. Światło dawał rozpalony ogień. W 1593 roku arch. Antoni van Obberghen zbudował na życzenie Gdańskich władz hełm i wewnątrz umieścił latarnie morską. Co ciekawe, z relacji gen. Stanisława Fiszera wynika, że kiedy wpływał do portu statek, witano go odpowiednią liczbą wystrzałów z armat. Prócz latarni w tamtym czasie stały dwa słupy nawigacyjne, które służyły za nabieżnik dla statków, kierujących się do portu.

 

W 1758 roku wygaszono latarnię w Twierdzy Wisłoujście i zapalono na Blizie. W 1819 roku umieszczono tam światło gazowe (druga taka latarnia po Trieście), zaś w 1887 roku latarnie podwyższono i wstawiono lampę elektryczną (pierwsza na Bałtyku). Obecnie latarni niestety nie ma, pozostałością jest niewielka uliczka Blizowa (Nowy Port). W XIX wieku powstały dwie latarnie – pierwsza w 1843 roku na Falochronie Wschodnim, zaś druga w 1894 roku na wzgórzu pilotów w Nowym Porcie. W latach 80-tych XX wieku postawiono latarnie w Porcie Północnym.

Latarnia morska „Bliza”

 

Kończąc wykład…

Powoli kończąc wykład, Pan Januszajtis wspomniał o naszym dzisiejszym porcie i jego możliwościach oraz o tym, iż przy Westerplatte jest planowana jego dalsza rozbudowa.

Historia dzieje się na naszych oczach, może za 200 lat ktoś będzie opisywał te nabrzeża, żurawie? – zastanawiał się i podziękował, po czym rozległy się gromkie brawa.

Kilka (ważnych) słów na koniec

Wykład obfitował w wiele niuansów i ciekawostek, celowo wszystkich nie wypisałem, aby zachęcić do uczęszczania na wykłady 🙂

Dziękuję Wam za wizytę na blogu. Nie zapomnijcie zajrzeć na facebook’a, o TUTAJ (klik), i polubić strony. Znajdziecie tam codzienną dawkę nietuzinkowego Gdańska.

Odkrywajcie Gdańsk, pokazujcie innym i cieszcie się tym! Pozdrawiam, Cześć!

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Dodaj komentarz

O Mnie

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Najnowsze wpisy

Archiwa