Wystawa – „’45. Koniec wojny w 45 eksponatach”. Wizyta i odczucia po mojemu ;)

W

       W nocy w 7-go na 8-go maja w Gdańsku, na Westerplatte odbyły się uroczystości upamiętniające 70 rocznice zakończenia II Wojny Światowej. Wydarzenie wielkie, podniosłe, ważne, ale nie jedyne. W obchody okrągłej rocznicy zakończenia II Wojny Światowej wpisała się wystawa w Europejskim Centrum Solidarności przygotowana przez Muzeum II Wojny Światowej. Wystawę pt. „’45. Koniec wojny w 45 eksponatach” postanowiłem dzisiaj odwiedzić. 

       Wystawa w ECS-ie pokazuje 45 eksponatów uświadamiających nas, ludzi współczesnych, o tym, co działo się w trakcie i trochę po wojnie oraz jak wówczas sobie radzono. Spośród wszystkich eksponatów kilka zrobiło na mnie największe wrażenie i skłoniło do przemyśleń a cala wystawa do wyciągnięcia wniosków. 

Mały, niepozorny, a jak wiele mówi…


       Pierwszy mocny punkt wystawy to zniszczony bucik dziecięcy, który znaleziony został w Warszawie po Powstaniu Warszawskim w 1944 roku. Ten mały przedmiot to wierzchołek „góry lodowej” pod która kryje się nawet do 200 tys zabitych cywilów i kilkanaście tysięcy powstańców. Zaraz obok kawałek Żydowskiej macewy, którymi Niemcy wykładali ulice. Eksponat mówiący o nienawiści wobec Żydów. 

Bucik znaleziony w gruzach Warszawy… Mały eksponat, który wiele mówi, wręcz krzyczy…

Nie przedmioty świadczą o miłości.

   Jako trzecią opisuje rzecz malutką, ale budzącą u mnie wiele pozytywnych emocji – Metalowa obrączka ślubna. Wiąże się z tym przepiękna historia, otóż obrączka należała do podoficera 1 Armii Wojska Polskiego Michała Michułki i Elżbiety Piskorz. Podczas uroczystości ślubnej nie było ich stać na prawdziwe obrączki, wykorzystali wiec oszlifowana nakrętkę do śruby. Nie przedmioty świadczą o miłości, a piękna historia. Kolejny eksponat budzący mój podziw to buty z opon. Mimo ciężkich czasów ludzie sobie radzili, coś niesamowitego. Dużo mówią zniszczone szyldy i tabliczki z przedwojennego Gdańska, kawałek tamtego, targniętego strzałami miasta w obecnej rzeczywistości. 

Obrączka, za którą kryję się piękna historia 🙂
Buty… jakże niesamowitym jest fakt, jak ludzie odnajdywali się w nowym środowisku.

Godne pochwały nastawienie.

   Na wystawie zwracam również uwagę na solidne drzwi, które broniły wejścia do karceru przy ul. Kurkowej w Gdańsku. Właśnie tam więziona była a później zabita Danuta Siedzikówna ps. „Inka”, sanitariuszka 5 Wileńskiej Brygady AK. Obecność przedmiotu, który tyle „widział” jest… no właśnie, jaka… ? Moja odpowiedz jest w utworze MOŻDŻER DANIELSSON FRESCO – Asta. Słuchając tego utworu, czuje to najbardziej, czuje cierpienie, czuje oddanie ojczyźnie. Kolejna kobieta, tym razem Janina Wasiłojć-Smoleńska i pamiątki po Niej, m.in. list. List do rodziny, w którym pisze – „mam to szczęśliwe usposobienie, ze godzę się z losem i nie narzekam na nic i to pomaga mi do przetrwania”. Pani Janina była aresztowana przez NKWD w 1944 roku a następnie w roku 1947 na 15 lat choć na początku skazana była na kare śmierci. Słowa w liście dają mi poczucie niezwykłego nastawienia tej osoby w takiej sytuacji jak pobyt w wiezieniu. 

Drzwi, które wiele „słyszały” i „widziały”.
Pamiątki po Janinie Wasiłojć-Smoleńskiej. Kobieta, która nawet w więzieniu zachowała godne pochwały nastawienie.

Symbol wolności, miłości, drogi do kraju.

   Jednym z eksponatów, który zrobił na mnie największe wrażenie był rower. Rower Polki, która wracała nim do Polski z Niemiec. Wcześniej Maria Pechowiak została wywieziona do Rzeszy na roboty, później trafiła do obozu koncentracyjnego. Gdy wracała poznała przyszłego męża, który również był robotnikiem przymusowym. Ja niemal codziennie jeżdżę na rowerze, traktuje go rekreacyjnie lub służy mi za środek transportu z punktu A do punktu B. Tutaj, na wystawie, rower jest symbolem wolności, miłości, drogi do kraju. Jakże musiał być ważny… Do tego zauważam, iż wówczas znajomości były bardziej na poważnie, słowa nie rzucane na wiatr a uczucia aż do śmierci. Następny ciekawy eksponat to dzwon z „Wilhelma Gustloffa” wydobyty w 1979 roku z wraku tegoż. Luksusowy okręt w czasie wojny przejęła niemiecka marynarka wojenna, zaś w 1945 roku storpedował go radziecki okręt podwodny S-13. Wówczas śmierć poniosło około 7 tyś osób. 

Słowo rower i sam przedmiot nabiera głębszego sensu.
Dzwon wyłowiony w 1979 roku. Eksponat, który przeniósł mnie na okręt Wilhelm Gustloff.


Gdy wyszedłem z Sali Wystaw Czasowych i później z Europejskiego Centrum Solidarności, podczas drogi do domu (pieszo) myślałem o wystawie, o tym co zobaczyłem, jakie emocje u mnie wywołała. Wystawa nie łatwa dla tych, którzy się wczuwają, przedstawiająca w eksponatach bardzo mocno i dosadnie tragedie wojny i jej następstwa. Z drugiej strony oglądanie tego jak ludzie sobie radzili, kochali się, pomagali sobie, to, że przeżyli… jest piękne. Po prostu piękne. A do tego gdy już szedłem do domu, pomyślałem, że zbyt mocno narzekamy na nasz aktualny stan, nie mówię, że tamten czas ma wrócić, ale warto docenić to co jest, co każdy z nas ma. A od tamtych ludzi uczyć się i wskrzeszać miłość, pomoc i szczęście. Pozdrawiam Was 🙂

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Dodaj komentarz

O Mnie

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Najnowsze wpisy

Archiwa