Ostróżek, czyli stojąc na szczycie… spełnienia.

O

Hej przyjaciele ! 🙂 Ależ jestem szczęśliwy i zmotywowany ! A co może zmotywować miejskiego świra ? Oczywiście udany przejazd rowerem, odkrycie nowego, fantastycznego punktu widokowego, więcej niż kilka udanych zdjęć i podróż rowerem przy zachodzącym słońcu. Jestem przekonany, że wielu z Was zmieni zdanie o Gdańsku po przeczytaniu tego tekstu i obejrzeniu zdjęć. Zapraszam ze mną ! 🙂

W ciągu dnia wiatr zrywał się dość mocno przez co raz słońce ładnie świeciło a kilka chwil później było już za chmurami. Nie miałem ochoty nigdzie wychodzić a już w ogóle nie myślałem o „odkrywczym” przejeździe rowerem, który będę teraz opisywał. Przed 19:00 wiatr się uspokoił i postanowiłem wyjść na rower. Od razu założyłem, że tym udam się na południe miasta w stronę Św. Wojciecha, reszta to mega spontaniczna akcja.

Początek wyprawy.

Zjechałem ul. Stoczniowców do Cmentarnej po czym udałem się w stronę Raduńskiej i nad Kanał Raduni. Zwyczajowo w okolicy Kościoła Św. Ignacego zatrzymałem się aby zrobić kilka zdjęć. Barokowa fasada oraz zieleń wzgórz przy Zaroślaku odbijają się w leniwej wodzie kanału. Za ulicą Podmiejską na ścianie jednego z budynków niedawno namalowany został mural dla Żołnierzy Wyklętych, których przedstawiono jak niczym super bohaterów z kreskówki. Kawałek dalej graf Lechii, którego treść zacząłem sobie nucić przypominając o wspaniałej meczowej atmosferze, już niedługo 😉 Ponownie wjechałem na drogę technologiczną nad Kanałem Raduni mijając po lewej Oruńską „starówkę” zaś po prawej jeden z piękniejszych parków w Gdańsku. Trasę umila szpaler solidnych kasztanów i tak spokojnie dojechałem na Lipce, gdzie zatrzymałem się przy ławeczce.

Usiadłem nad kanałem i zadałem sobie pytanie.

Spoglądam na okoliczny, łagodny krajobraz i myślę… Usiadłem na ławce, biorę głęboki oddech i obserwuje. Co mnie tutaj przyciągnęło ? To ważne pytanie i raz na jakiś czas je sobie zadaje. Odpowiadając na nie wiem co mnie spodobało się w tym miejscu, dlaczego akurat tutaj się zatrzymałem. A więc ? Uroczy krajobraz 🙂 Połączenie Żuławskiej zielonej równiny z wzgórzami. Wszystko spina malowniczy Kanał Raduni i kratownicowy most. Co ważne, nie byłem sam na rowerze. Nad Radunią, co można zobaczyć na liczniku rowerowym jeździ spora ilość cyklistów. Np wczoraj (10 czerwca, wówczas pisałem ten tekst) przejechało tędy 1301 rowerzystów. 

Kanał Raduni.

Czasami wystarczy jedna decyzja.

Pojechałem dalej i spontanicznie skręciłem w prawo w stronę ul. Zawilcowej, jednak wówczas zupełnie nie widziałem gdzie jadę. Co więcej, z początku ów zjazd już minąłem, lecz zobaczyłem ciekawie miejsce na wzgórzu… A jak mnie coś zainteresuje, nie ma bata ! 😉 To był moment przełomowy, od tego miejsca trasa potoczyła się w taki sposób, że możecie czytać ten wpis. Czasami wystarczy jedna decyzja. Wjechałem na wąską ścieżkę kierując się w stronę wspomnianego wzgórza. Zza drzew wygląda słońce, jest tajemniczo, nie mam pojęcia co mnie spotka za następnym i kolejnym zakrętem. W życiu również mamy takie momenty, idziemy w nieznane, nie wiemy co wydarzy się za dzień, tydzień lub rok. Czyż nie tak jest ze związkami ? Blask słońca jest jak pierwsze zauroczenie, jest piękny, silny i nie chce puścić. Mimo wszystko patrzymy w tamtą stronę. A co gdy słońce zajdzie ? A zachodzi każdego dnia. Jednak nawet gdy zachodzi, nadal świeci… 😉 Ruszam dalej mając po obu stronach zielone wzniesienia i po kilku minutach po lewej stronie zauważam ścieżkę prowadzącą na wzgórze. 

Idąc w stronę wzgórza.

Wchodzę trzymając rower, obracam się w lewo i wiecie co… ? Stwierdzam, że nie znam Gdańska. Jeśli po siedmiu latach świadomego zgłębiania miasta zaskakuje mnie tak szeroki, pełny zieleni i zróżnicowanego terenu krajobraz… Myślę o podróżach, jednak zawsze, ale to ZAWSZE, nie zapominam o podróżach po Gdańsku. Nie da się policzyć ile pięknych emocji dało mi to miasto. Najważniejsza podróż to ta w głąb siebie. Można ją nazwać modlitwą, medytacją, myśleniem… obojętnie. Zachwycam się tym co widzę, radość mnie przepełnia ! Co za dzień… A to przecież nie wszystko 🙂 Wdrapałem się na samą górę, stanąłem i… się zachwyciłem ! Już na dole byłem zadowolony, a co mam teraz powiedzieć ? Totalny szok. Stoję na szczycie jednego z kilku okolicznych wzniesień w części Gdańska o nazwie Ostróżek. Dookoła siebie widzę prześliczne pejzaże… Z każdej strony łagodne i bardziej strome wzgórza, porośnięte trawą, krzaczkami i gdzieniegdzie drzewkami, niektóre wyglądają na pola uprawne. Dalej za wyniesionym terenem hektary pól, terenów Żuław, lasów, widać kominy, rzadko domy. Zamykam oczy, słyszę szum samolotu i aut z obwodnicy, a poza tym bliżej mnie ptaki, szelest trawy… Patrzę na zachód, słonko nadaje blasku zieleni… Jak tu jest piękne, odkrywajcie Gdańsk przyjaciele i bądźcie szczęśliwi 🙂

Taaaki krajobraz 😉

Nad rzeką Radunią.

Podobną drogą zjeżdżam w dół aż do drogi nad Kanałem Raduni i jadę do granicy Gdańska, na moment wyjeżdżając z miasta. Przeszedłem przez jezdnie i podjechałem nad rzekę Radunię zobaczyć kaskadę. Tym razem podszedłem bliżej przez zarośla i powiem, małe to, ale fajne 😉 Nad Radunią wyszło kilka ciekawych przyciemnionych zdjęć, gdzie odznacza się woda i niebo a reszta to ciemne kontury. Dojechałem do ciekawej kładki nad rzeczką i postanowiłem zaryzykować. Ryzyko, ciekawe ile osób podejmuje je świadomie ? Prawda jest taka, że każdy co dziennie coś ryzykuje, ja dla zdjęć robię wiele, choć umiar trzeba znać. Ta kładka nie wygląda na stabilną, dla mnie, gdyż jej nie znam. Dla okolicznych mieszkańców przejście nią to pewnie chleb powszedni 🙂 Doświadczenie buduje pewność siebie, sztuką jest się w tym nie zatracić.

Radunia.
Widoczek po przejechaniu pod torowiskiem.

Jadąc przy zachodzie słońca…

Za kładką minąłem kolejną i po zjechaniu w dół skręciłem w prawo przejeżdżając pod wiaduktami, którymi suną pociągi. Radunia nadal robi wrażenie, wraz z zielenią i chmurami stworzyła cudowny obrazek ! 🙂 Słońce chyliło się ku zachodowi, który starałem się uchwycić pod estakadą Południowej Obwodnicy Gdańska. Poruszałem się nad rzeczką, później skręciłem w lewo i przejechałem przez mostek. Znaki wyznaczające objazd pokierowały mnie do ul. Żuławskiej. Zatrzymuje się już któryś raz z kolei gdyż zachodzące słońce wygląda fenomenalnie a do tego pole, wzgórza w tle i piękne chmury… Jedno z ciekawszych zdjęć moim skromnym zdaniem. Skręciłem w ulicę Wołyńską, po lewej i prawej pola, zachodzące słońce, nagle zrywa się z wody duży ptak, chyba żuraw… Niesamowita chwila 🙂 

Cóż jest lepszego od jazdy rowerkiem przy zachodzącym słońcu, gdy obok sama natura ? Czuje się spełniony. Droga wygląda jak gdybym jechał zupełnie z dala od miasta i tak też się czuje… Wtem dojeżdżam do ulicy Wschodniej a dalej Smętną dostaje się do Gościnnej, gdzie czekał na mnie kuzyn. Razem przez ul. Raduńską i Zamiejską pojechaliśmy na Chełm 🙂

Jeden z piękniejszych i spokojniejszych krajobrazów jakie nade mi było oglądać 🙂

Powiem Wam tyle – Gdańsk jest niezwykły. Jestem na prawdę zadowolony, a to tylko 21 km rowerem i 96 zdjęć. 

Wierze, że się Wam podobało a jeśli macie ochotę na więcej Gdańska, zapraszam na facebook. Koniecznie też komentujcie i udostępniajcie ten post aby więcej osób dowiedziało się o cudownym, niekoniecznie znanym Gdańsku 🙂

https://www.facebook.com/7zdjeczgdanska/

Odkrywajcie, pokazujcie innym i cieszcie się tym ! Pozdrawiam, Cześć ! 🙂

O autorze

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Dodaj komentarz

O Mnie

Kamil Sulewski

Cześć, jestem Kamil. W wieku osiemnastu lat zainteresowałem się Gdańskiem i generalnie miejskością, co wciągnęło mnie bez końca. Interesuje się historią miasta, inwestycjami, lecz nade wszystko świadomym kontaktem z przestrzenią publiczną.

Najnowsze wpisy

Archiwa